Polsko-hiszpański ślub humanistyczny w letnim plenerze
Polsko-hiszpański ślub humanistyczny Dominiki i Francisco w Pałacu Młodocin od pierwszych chwil miał w sobie coś bardzo filmowego, ale nie w tym sztucznym, pozowanym znaczeniu. Była piękna suknia Panny Młodej, była oryginalna mantyla przywieziona z Hiszpanii przez mamę Pana Młodego i był brat Dominiki, który z troską najlepszej świadkowej, a właściwie najlepszej, jaką do tej pory widziałam, bezustannie dbał o to, żeby ten niezwykły welon układał się idealnie. Te drobiazgi od razu zbudowały atmosferę czułości, rodzinności i bardzo osobistego święta.

Był też upał. Taki prawdziwy, bezlitosny, około 38 stopni w cieniu. Goście instynktownie wybierali cień i kilka razy musiałam z uśmiechem zapraszać ich do zajęcia miejsc, żeby ceremonia mogła się rozpocząć. Mój kapelusz, zabrany trochę „na wszelki wypadek”, najprawdopodobniej uratował mnie przed udarem, a kamera jednego z filmowców po prostu odmówiła współpracy z powodu temperatury. W takich warunkach ceremonia musi być żywa i rozsądna, dlatego wspólnie z Parą zrezygnowaliśmy z rytuału świecy jedności. Są momenty, w których najważniejsze nie jest zrealizowanie całego planu, ale dobro ludzi.

Kilka chwil przed ceremonią
Przed ceremonią był też czas na lekkie rozmowy i trochę śmiechu. Hiszpańscy goście Dominiki i Francisco zagadywali mnie z wielką serdecznością, a ja na chwilę weszłam nawet w rolę fotografa, robiąc im zdjęcia telefonem. Lubię takie momenty przed ślubem, bo pokazują, że ceremonia nie dzieje się w oderwaniu od ludzi. Zanim zabrzmią pierwsze oficjalne słowa, jest kontakt, uśmiech, rozładowanie napięcia i poczucie, że jesteśmy razem w tym samym ważnym wydarzeniu.

Emocje, które trudno opanować
Sama ceremonia była bardzo wzruszająca. Dominika, czytając swoją przysięgę, musiała na chwilę przerwać, bo emocje okazały się silniejsze niż przygotowany tekst. Francisco ocierał łzy wzruszenia. A ja po raz kolejny pomyślałam, że właśnie w takich chwilach najpełniej widać sens ceremonii humanistycznej. Nie w perfekcyjnie zaplanowanej formie, ale w prawdziwym przeżyciu, w słowach wypowiadanych do konkretnego człowieka i w obecności bliskich, którzy są świadkami tej obietnicy.

Po ceremonii podchodzili do mnie goście i dziękowali za to, jak opowiedziałam historię Dominiki i Francisco. Mówili, że nie spodziewali się tak osobistej, pięknej i poruszającej ceremonii. To zawsze jest dla mnie bardzo ważne, bo dobrze przygotowany ślub humanistyczny nie jest „ładnym przemówieniem”. Jest opowieścią o dwojgu ludzi, którą ich bliscy rozpoznają jako prawdziwą.
Najpiękniej ujęła to sama Dominika:
„Ceremonia ślubna była przepiękna, wzruszająca i dokładnie taka, jak sobie wymarzyliśmy. Pani Sylwia poprowadziła ją z ogromnym wyczuciem i profesjonalizmem, tworząc wyjątkową atmosferę. Goście byli zachwyceni i jeszcze długo wspominali ceremonię z wielkimi emocjami. Dziękujemy również za zaangażowanie i wsparcie podczas przygotowań – dzięki temu czuliśmy się spokojni i pewni, że wszystko będzie idealnie.”
I chyba właśnie o to chodzi w tej pracy. Żeby para mogła wejść w dzień ślubu spokojniej. Żeby goście nie czuli, że oglądają gotowy scenariusz, tylko że uczestniczą w czymś prawdziwym. I żeby nawet wtedy, kiedy upał zmienia plany, ceremonia nadal była dokładnie taka, jak powinna: uważna, osobista i ich własna.
